Średniowieczne klimaty w parku: siódmy Jarmark św. Sebastiana przyciągnął tłumy
Armatni wybuch obwieścił rozpoczęcie siódmej edycji Jarmarku św. Sebastiana, który po raz pierwszy zawitał do parku miejskiego. 7. edycja imprezy zgromadziła rycerzy, rzemieślników, sokolników i kramarzy, którzy na niedzielne popołudnie przenieśli mieszkańców w realia średniowiecza.
Rycerskie pojedynki – walka w stalowych pancerzach
Miłośnicy rycerskich zmagań tłumnie zgromadzili się pod rozłożystym drzewem, gdzie szczęk mieczy niósł się po całym parku. Pan Zbigniew, który przyjechał z żoną aż z Wołowa, po raz pierwszy uczestniczył w jarmarku i nie krył zachwytu.
Widać ogromne zaangażowanie rycerzy, niemal jak w realu. To robi wrażenie. Oglądaliśmy też ptaki drapieżne.
Z kroniki policyjnej: 107. rocznica powołania Policji Państwowej – Święto Policji 2026 w Polkowicach →pan Zbigniew, uczestnik jarmarku z Wołowa
W walkach stanął Mateusz Nowak z bytomskiego Bractwa Rycerskiego Leo Corde. Rekonstruktor, który zaczynał przygodę z historią jako nastolatek, przed swoim pojedynkiem wykonał w pełnym rynsztunku… gwiazdę. Jego zbroja waży około 25 kilogramów.
Wbrew powszechnej opinii jej ciężar jest największym wyzwaniem. Dzisiejsza technika pozwala nam troszeczkę „odchudzić” stal, zachowując jednocześnie cały wygląd, zgodny z wiedzą historyczną. Zbroja dość mocno ogranicza jednak wytrzymałość człowieka, a najbardziej we znaki daje się temperatura, bo stal szybko się nagrzewa.
Mateusz Nowak, Bractwo Rycerskie Leo Corde
Rzemiosło i dawne zawody – lekcja historii na żywo
Amatorzy rękodzielnictwa mieli okazję spróbować swoich sił w warsztatach garncarskich oraz czerpania papieru, co okazało się nie tylko zabawą, ale też ciekawą lekcją historii. O tajnikach dawnego fachu opowiadał Andrzej Zdaniewicz z Kluczborka.
Pokazuję, jak kiedyś wyglądał ten zawód, bo dziś kowali nie ma zbyt dużo. To ginący zawód, wypierany przez masową produkcję.
Andrzej Zdaniewicz, kowal z Kluczborka
Jarmark był przestrzenią, w której mieszkańcy mogli nie tylko obejrzeć pokazy, ale też samodzielnie zmierzyć się z dawnymi technikami. Warsztaty cieszyły się dużym zainteresowaniem, a uśmiechy na twarzach uczestników świadczyły o tym, że średniowieczne rzemiosło nadal potrafi fascynować.
Ptaki drapieżne i sokolnictwo – pasja z pozwoleniem
Sokolnicy przywieźli na jarmark ptaki drapieżne, w tym puchacze, które wzbudziły ogromne zainteresowanie zwiedzających. Pani Anna Korczyńska z Polkowic przyznała, że ma już plany zakupu takiego ptaka.
Zamierzam kupić takiego ptaka. Zainteresował mnie znajomy, który ma ptaki drapieżne i od niego dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. Wiem, że trzeba mieć pozwolenie na takie ptaki, żeby trzymać je w wolierach, bo nie są to ptaki domowe.
Anna Korczyńska, mieszkanka Polkowic
Obecność sokolników przypomniała, że sokolnictwo to nie tylko widowisko, ale też dziedzictwo kulturowe i wymagająca pasja, która podlega ścisłym regulacjom. Dla wielu mieszkańców było to pierwsze tak bliskie spotkanie z tymi majestatycznymi ptakami.
Jarmark św. Sebastiana to wydarzenie, które integruje lokalną społeczność, przybliżając historię i tradycje dawnych epok. Dla mieszkańców okolicznych gmin to nie tylko rozrywka, ale też okazja do edukacji poprzez zabawę i bezpośredni kontakt z rekonstruktorami oraz rzemieślnikami. W czasach masowej produkcji i cyfrowej rozrywki takie imprezy przypominają o wartościach rękodzieła i historii regionu.
Organizatorzy już zapowiadają kontynuację cyklu. Ósma edycja Jarmarku św. Sebastiana – jeśli tradycja zostanie podtrzymana – może znów zaskoczyć nowymi atrakcjami. Na razie uczestnicy tegorocznej imprezy zgodnie podkreślali, że średniowieczne klimaty w parku miejskim były strzałem w dziesiątkę.
Informacje przekazał Urząd Miasta w Polkowicach.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!