11 lipca 1943: Krwawa niedziela – 80 lat czekania na godny pochówek
W 81. rocznicę krwawej niedzieli – kolejny krok w stronę prawdy
Dziś, 11 lipca 2024 r., mija dokładnie 81 lat od apogeum zbrodni wołyńskiej – jednej z najkrwawszych kart w historii Polski. To data, w której ukraińscy nacjonaliści z Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) zamordowali dziesiątki tysięcy Polaków oraz obywateli innych narodowości zamieszkujących przedwojenne Kresy Wschodnie II Rzeczypospolitej. Szacuje się, że ofiarą ludobójstwa padło od 80 do 120 tysięcy osób, a dramat rozgrywał się nie tylko na Wołyniu, ale także w Galicji Wschodniej. Decyzja premiera o wznowieniu poszukiwań i ekshumacji po latach przerwy ma wymiar symboliczny i praktyczny – dla rodzin, które przez dekady nie mogły odnaleźć miejsc spoczynku swoich bliskich.
To właśnie z tej okazji szef polskiego rządu ogłosił konkretny plan działań. Po pierwsze, po wieloletnim zastoju wracają prace poszukiwawcze i ekshumacyjne na terytorium Ukrainy. Ich celem jest odnalezienie i identyfikacja ofiar, które do dziś spoczywają w nieoznaczonych mogiłach lub dołach śmierci. Po drugie, w Warszawie powstanie specjalny Mur Pamięci – pomnik z wiecznym ogniem, na którym wyryte zostaną imiona i nazwiska każdej zidentyfikowanej ofiary. To nie tylko hołd, ale też dowód, że państwo polskie nie zapomina o swoich obywatelach, nawet po osiemdziesięciu latach oczekiwania.
„Prawda i pamięć nie mogą być sługami nienawiści”
Premier w swoim oświadczeniu podkreślił, że obowiązkiem Polski jest jednoznaczne nazwanie winnych oraz potępienie zbrodni bez żadnych niedomówień. Jak zaznaczył, odpowiedzią na nacjonalizm nie może być więcej nacjonalizmu – pamięć i prawda mają służyć budowie lepszej przyszłości, opartej na wzajemnym szacunku i solidarności. Słowa te padają w kontekście trudnych relacji polsko-ukraińskich, które w ostatnich latach, zwłaszcza po rosyjskiej agresji na Ukrainę, uległy znaczącej poprawie, ale nie mogą ignorować bolesnej przeszłości.
„Pamięć nie może być sługą nienawiści. Odpowiedzią na nacjonalizm nie może być więcej nacjonalizmu. Pamięć i prawda muszą nam pomóc w budowie lepszej przyszłości: bez nienawiści i bez pogardy.”
Premier RP, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów
To stanowisko wpisuje się w szerszą politykę historyczną państwa polskiego, która od lat zmaga się z wyzwaniem upamiętnienia ofiar zbrodni wołyńskiej. Strona ukraińska do tej pory nie wyraziła zgody na masowe ekshumacje, co budziło frustrację w Polsce. Obecne zapowiedzi premiera mogą być przełomem – pod warunkiem, że Kijów podejmie współpracę. W tle pozostają również inne niewyjaśnione zbrodnie z XX wieku, jak choćby mordy na Polakach w innych regionach Ukrainy czy kwestia polskich ofiar na Białorusi.
Co zmiana oznacza dla mieszkańców Polkowic i regionu?
Choć Polkowice leżą na Dolnym Śląsku, a nie na Kresach, temat zbrodni wołyńskiej jest tu głęboko obecny. Po II wojnie światowej na te ziemie przybyło tysiące przesiedleńców z Wołynia, Galicji i innych wschodnich regionów. Wielu z nich straciło bliskich w masakrach 1943–1944. Do dziś w lokalnych parafiach – np. w kościele św. Michała Archanioła w Polkowicach – przechowywane są relacje rodzinne, zdjęcia i listy, które nie doczekały się godnego zamknięcia. Decyzja o wznowieniu ekshumacji daje nadzieję, że niektóre z tych historii – nawet jeśli to już trzecie pokolenie – doczekają się finału.
W regionie polkowickim istnieją też miejsca upamiętnienia, takie jak pomnik Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu w Lubinie czy tablice w głogowskiej katedrze. Lokalne organizacje kombatanckie i stowarzyszenia kresowe od lat apelowały o intensyfikację poszukiwań. Teraz ich postulaty – choćby częściowo – zostają spełnione. Dla mieszkańców Polkowic, zwłaszcza tych wywodzących się z rodzin kresowych, to sygnał, że państwo pamięta o ofiarach, a ich cierpienie nie zostało zapomniane. Warto również odnotować, że w powiecie polkowickim mieszka wielu potomków ofiar, którzy aktywnie działają w środowiskach kresowych i z niecierpliwością czekają na konkretne efekty prac.
Planowane działania – liczby i fakty
- Wznowienie poszukiwań i ekshumacji ofiar zbrodni wołyńskiej – pierwsze prace terenowe mają ruszyć jeszcze w 2024 r.
- Budowa Muru Pamięci w Warszawie z wiecznym ogniem – koszt inwestycji szacowany jest na kilkanaście milionów złotych, a oddanie planowane na 2026 r.
- Identyfikacja każdej ofiary z imienia i nazwiska – dotychczas udało się ustalić tożsamość około 30 tysięcy zamordowanych, ale zdecydowana większość wciąż czeka na ujawnienie.
Te trzy filary – poszukiwania, upamiętnienie i identyfikacja – mają przywrócić godność ofiarom. Premier zapowiedział też, że na Murze znajdą się nazwiska wszystkich odnalezionych, co będzie stanowić swoisty „polski cmentarz” w stolicy. To rozwiązanie bez precedensu w skali Europy, które ma też wymiar polityczny – pokazuje determinację Warszawy w dążeniu do prawdy historycznej.
Europa pojednana czy podzielona? Rola prawdy w budowie wspólnoty
Przesłanie premiera wykracza poza granice Polski. W oświadczeniu podkreślono, że Europa pokoju i wzajemnego szacunku, która narodziła się po II wojnie światowej, była możliwa właśnie dzięki prawdzie i nazywaniu rzeczy po imieniu. Kto chce przyłączyć się do tej wspólnoty – jak Ukraina, która stara się o członkostwo w Unii Europejskiej – musi być gotowy na konfrontację z własną historią. Wspólna odpowiedzialność za bezpieczeństwo dzieci i wnuków wymaga solidarności, ale ta solidarność, zdaniem premiera, może być zbudowana tylko na fundamencie prawdy, pamięci i nadziei.
Dla mieszkańców Polkowic, ale i całego regionu, oznacza to, że temat Wołynia nie jest zamknięty. Wręcz przeciwnie – staje się elementem współczesnej polityki europejskiej. Lokalne samorządy, np. gmina Polkowice, mogą włączyć się w działania edukacyjne, nawiązując współpracę z ukraińskimi miastami partnerskimi, ale stawiając warunek: pamięć o ofiarach jest niepodlegającym dyskusji punktem wyjścia. W najbliższych miesiącach warto śledzić postępy prac ekshumacyjnych, bo ich efekty – być może – dotkną także rodzin z naszego powiatu.